| Szkolili psy do nielegalnych walk |
|
|
| 09.08.2007. | |
|
"Glos Wielkopolski": Hodowle psów przeznaczonych do walk odkryli poznanscy dzialacze Towarzystwa Opieki nad Zwierzetami.
W opuszczonym gospodarstwie przetrzymywano dziewiec amstaffów. Czworonogi byly wyglodniale, poranione, przywiazane grubymi lancuchami. Prawdopodobnie sa to zwierzeta z hodowli w Dymaczewie, która w kwietniu zniknela po interwencji TOZ - pisze gazeta.
- To oczywiste, ze rany powstaly w walkach, mówi Wieslawa Mozdzen, szefowa gnieznienskiego oddzialu TOZ. - Psy sa uwiazane na lancuchach w taki sposób, ze nie moga podejsc do siebie, czyli nie pogryzly sie nawzajem pod nieobecnosc wlasciciela. Dzialacze TOZ wezwali policje. O dalszych krokach wobec wlasciciela amstaffów zadecyduje prokuratura. Amstaff czy stafford z rodowodem kosztuje sporo; amatorom walk wygodniej wziac psa ze schroniska za 20-30 zlotych. Czesto placa podstawionym ludziom, zeby zabrali je ze schroniska, wyjasnia Stefania Kozlowska. - Dlatego w Poznaniu zabronilam oddawania do adopcji psów, które sa wykorzystywane do walk.
zródlo: onet.pl
Wieslawa Mozdzen byla wstrzasnieta widokiem zwierzat na lancuchach - FOT. IZA BUDZYnSKA
SKANDAL - Znaleziono psy do walk
Towarzystwo Opieki nad Zwierzetami otrzymalo zgloszenie o trzymanych w opuszczonym gospodarstwie psach przeznaczonych prawdopodobnie do walk. Udalismy sie z inspektorami na miejsce, do Wymyslowa w gminie Trzemeszno, gdzie znalezlismy dziewiec amstaffów uwiazanych na ciezkich lancuchach, prawie wszystkie z bliznami i ranami...
Stefania Kozlowska, prezes wielkopolskiego okregu TOZ, jest przekonana, ze przynajmniej czesc psów pochodzi z hodowli w Dymaczewie kolo Mosiny, która zniknela po interwencji Towarzystwa.Jednego z psów – ciemnoruda suke, która Stefania Kozlowska zapamietala z Dymaczewa – znalezlismy na dwumetrowym lancuchu przed zamknietym na klucz domostwem. Pozostala ósemka byla w ten sam sposób uwiazana w zagajniku za gospodarstwem. lancuchy z grubymi ogniwami wazyly ponad 10 kilogramów. Kazdy z psów mial ciasna bude z malym otworem wejsciowym i garnek z brudna woda. Nie bylo jedzenia. Zwierzeta mialy poranione szyje i nogi oraz stare blizny. Jeden z mlodszych mial zszyte ucho.
– To oczywiste, ze rany powstaly w walkach – mówi Wieslawa Mozdzen, szefowa gnieznienskiego oddzialu TOZ. – Psy sa uwiazane na lancuchach w taki sposób, ze nie moga podejsc do siebie, czyli nie pogryzly sie nawzajem pod nieobecnosc wlasciciela.
Dzialacze TOZ wezwali policje. Funkcjonariusze z komisariatu w Trzemesznie sporzadzili notatke sluzbowa. O dalszych krokach wobec wlasciciela amstaffów zadecyduje prokuratura. Najbardziej poranionego i prawdopodobnie najstarszego psa Stefania Kozlowska zawiozla do schroniska. Dzis zlozy w Urzedzie Miasta i Gminy w Trzemesznie wniosek o odebranie wlascicielowi pozostalych czworonogów.
zródlo: wielkopolska.naszemiasto.pl
|
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|



