|
Bardzo nam miło poinformować, że Aresik znalazł nową rodzinę. Został adoptowany przez rodzinę z okolic Opola.
Byliśmy dzisiaj w odwiedzinach w hotelu u Magdy gdzie przebywają psiaki.
Jest ogromna różnica w stanie skóry Aresika. Chłopak jeszcze czasami
się drapie albo gryzie łapy. Magda zastanawia się jednak na ile ma
podłoże w świądzie a na ile nawykowe.
Bullterier Ares błaga - POMÓŻ MI!!!
Czy można było skrzywdzić go jeszcze bardziej? Ta odpowiedź nie zmusza
do zastanowienia, brzmi TAK. Człowiek nabrał zdumiewającej i
zatrważającej wprawy w zadawaniu bólu psychicznego, fizycznego wszelkim
istotom żywym, nawet sobie. Fach ten wciąż doskonali, jego pomysłowość
zdaje się nie mieć końca. Wielkie to szczęście, że w przypadku
starszego
bullteriera Aresa ktoś przerwał pasmo jego udręki. W drodze interwencji
został on odebrany swemu dotychczasowemu właścicielowi. Chciałoby się
powiedzieć, że lepiej późno niż wcale ale przez zaciśnięte rozpaczą
i
szlochem gardło przeciska się i inna, zwerbalizowana myśl - szkoda, że
nie wcześniej. Doprowadzony do tragicznego stanu, bezbronny pies trafił
za schroniskowe kraty. Czyjeś serca i tu zmiękły, rozważono wszelkie za
i przeciw, tych pierwszych było znacznie więcej, wobec czego zdecydowano
postawić wszystko na jedną kartę i ewakuować biedaka z psiej samotni do
zwierzęcego hoteliku, by móc go ratować, otoczyć troską, miłością i
opieką weterynaryjną. Strzęp psa, kupka nieszczęścia, jaką się stał,
woła o pomstę do nieba tylko...czy nie szkoda trwonić czas na to
wołanie? Wierzyć należy, że los nie zapomni wyrównać rachunków z tzw.
panem Aresa. W imieniu tego cudnego bullteriera, bo właśnie tak opisują
go opiekunowie, cierpliwego, pragnącego jedynie wtulić się w swych
wybawców, łagodnego, uważnego, bez cienia agresji wobec ludzi i innych
psiaków, błagamy o pomoc w przywróceniu mu utraconego zdrowia i
znalezieniu domu, w którym będzie kochany po kres jego dni i który to
dom nigdy, przenigdy nie zawiedzie go tak bardzo, jak ten, o którym
powinien zapomnieć. Ares, w chwili wyrywania go z cichego piekła
czterech ścian, miał tak przerośnięte i zakręcone pazury, że raniły
mu
poduszki łapek (prawdopodobnie nie często opuszczał mieszkanie), w jego
oczkach z podrażnioną rogówką szkliła się ropa, ciało krzyczało o
ratunek (ropne zapalenie skóry, rany na łapach, grzbiecie i ogonie,
swędzące i bolące równocześnie). Słowami można "sprzedać każdą
prawdę",
prawdzie o stanie Aresa zaświadczają jednakże same zdjęcia, a te nie są
fotomontażem. Raz wtóry błagamy, wyciągnijcie rękę do Aresa! Nawet
jeśli
jej realnie nie zobaczy to poczuje kryjące się za nią dobro,
współczucie, wrażliwość!!!
Osoby zainteresowane losem Aresika proszone są o kontakt z panią Edytą,
dzwoniąc na numer 500 200 860 lub pisząc na adres mailowy
invictus_hilaritas@wp.pl
Tym z Państwa, którzy uznają za właściwe wspomóc leczenie i utrzymanie
Ares pozostawiamy dane do wpłat:
AST - Fundacja na Rzecz Zwierząt Niechcianych
Ul. Żwirki i Wigury 1b/37
02-143 Warszawa
nr. konta: 79 1160 2202 0000 0000 8061 3463
nr. konta dla przelewów z zagranicy:
BIGBPLPWXXX
Bank Millennium S.A.
W tytule wpłaty proszę wpisać: NA ARESA



|